101 Dalmatyńczyków DVD – recenzja

0
59

101 Dalmatyńczyków, czyli czarne kropki w rolach głównych. Wciągająca opowieść o przesympatycznych nakrapianych psiakach i zdecydowanie niesympatycznej Cruelli De Mon. Choć historia ma już pół wieku (!) nie straciła nic ze swej atrakcyjności. Nawet po tylu latach, z pewnością zafascynuje dzieci, które z wypiekami na buźkach będą śledzić dramatyczną ucieczkę szczeniaków. A mają, przed czym zmykać. Cruella De Mon ukradła je by zrobić sobie z nich futro, czym na stałe zapisała się księgach wytwórni Wlata Disneya, jako „jeden z najczarniejszych charakterów w historii”. Kto obejrzy film nie będzie miał wątpliwości, że na tytuł ten w pełni sobie zapracowała.
Gdyby pokusić się o stworzenie kanonu filmów animowanych dla dzieci, to film 101 Dalmatyńczyków z pewnością by się w nim znalazł. Historia stworzona przez wytwórnię Walta Disneya w 1961roku, w oparciu o książkę Dodie Smith pod tym samym tytułem, do tej pory podbija serca dzieci i wcale nie przestaje podobać się dorosłym. Sukces animacji okazał się tak duży, że filmowa historia zepchnęła na plan dalszy swój literacki pierwowzór. Dziś, na księgarskich półkach bez problemu znajdziemy wariacje na temat disnejowskich dalmatyńczyków natomiast książki pani Smith raczej nigdzie nie uświadczymy.  I to jest chyba jedyna wada 101 Dalmatyńczyków. Tak poza tym, nie ma się, do czego przyczepić, choć przecież współcześnie kino oferuje nam zupełnie inny towar.

101 Dalmatyńczyków Wlata Disneya to klasyczna animacja, zupełnie inna od tego, co wytwórnia proponuje nam dziś. Klimatem nieco kojarzy się z pierwszymi filmikami o Kubusiu Puchatku. Co ciekawe, odbiega stylistyką również od takich klasyków jak Kopciuszek, Królewna Śnieżka. Mniej tu barw, wielkich sarnich oczu i bajkowych scenerii. Akcję osadzono w świetnie naszkicowanym Londynie zamiast w fantastycznej, tęczowej i jakże nierzeczywistej baśniowej krainie. Animacja jest świetna, choć czasem niektóre pociągnięcia ołówkiem wydają się przypadkowe, nonszalanckie, takie maźnięcia jedynie po to by zaznaczyć jakiś przedmiot, falę na wodzie, zmierzwioną psią sierść. A jednak wszystko razem tworzy spójną całość. Bogate w szczegóły, choć nie przesadnie kolorowe tło sprawia, że główne postaci i rozgrywające się wydarzenia wychodzą na plan pierwszy, w pełni przyciągając uwagę widza. A na prawdę jest, co oglądać. Wizję zaś uzupełnia nienarzucająca się muzyka z przebojowym utworem poświęconym Cruelli przewijającym się przez cały film.

Fabuła 101 Dalmatyńczyków jest nieskomplikowana i jednowątkowa, jak na bajkę dla dzieci przystało. Pierwsze kilka minut to taka słodka animowana komedia romantyczna dla nieletnich. Samotny kawaler z wiernym psem Pongo prowadzą dość nudnawe życie. Wszystko zmienia się, gdy czworonóg postanawia zabawić się w swatkę i znaleźć dla swego dwunożnego przyjaciela, pieszczotliwie nazwanego Bemolkiem, partnerkę. Zabiera się do tego po psiemu, co gwarantuje dziecięcej widowni sporo radości. Później ślub, oczywiście podwójny, bo i Pongo sam być nie może a idealna kobieta dla pana musiała posiadać do pary idealną partnerkę dla Pongo. A dalej sielanka i oczekiwanie na psie potomstwo. Chwila, w której na świat przychodzi 15 małych dalmatyńczyków to punkt zwrotny w filmie.

Od teraz będzie coraz straszniej. Do akcji z impetem wkroczy Cruella De Mon, demoniczny i co tu dużo mówić brzydki babsztyl, który (o zgrozo 😉 ) nie przestaje palić a na domiar złego uwielbia futra i na jedno chce przerobić ni mniej ni więcej tylko nasze szczeniaczki.  Potrzebuje do tego 99 sympatycznych, zabawnych czarno nakrapianych białych kulek. Do ich zdobycia najmuje 2, nie szczególnie rozgarniętych zbirów, chętnie sięgających po mocniejsze trunki (a gdzie poprawność polityczna), którzy w wiejskiej rozpadającej się ruderze mają maleństwa walić w łeb i obdzierać ze skóry (cytat z bajki). Na szczęście szczeniaki są zdecydowanie bystrzejsze od swych teoretycznych oprawców a na dodatek z pomocą przychodzi im nietuzinkowa odsiecz. Psy koty a nawet poczciwe krasule i oczywiście zatroskani rodzice Pongo i Perdita. Akacja nabiera tempa, ale, jak to zwykle w bajkach bywa, zmierza do szczęśliwego końca.

Tym, którzy dalmatyńczyków jeszcze nie znają, radzę, zachować spokój. Pomimo dramatycznego scenariusza, film jest nadal filmem dla dzieci. Maluchy mogą, i owszem, śledzić z napięciem pościgi i przepychanki, ale o strachu czy wręcz przerażeniu raczej mowy nie ma. Jest za to sporo śmiechu, bowiem animatorzy nie zapomnieli jak niezdarne bywają szczeniaki.

101 Dalmatyńczyków to jedna z tych animowanych historii, która z czasem wcale nie traci na swej atrakcyjności. Podobała się dzisiejszym rodzicom, podoba się ich dzieciom, a kto wie, może i wnukom kiedyś w przyszłości do gustu przypadnie? Z pewnością warto mieć ten tytuł w filmotece dla maluchów.

 

101 Dalmatyńczyków

Walt Disney

Dystrybucja: CD Projekt

 

 

 

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ