Skocz do zawartości

Zdjęcie

Wierszyki o misiu.


  • Please log in to reply
Brak odpowiedzi w tym wątku

#1 OFFLINE   Hania Hania

Hania Hania

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 9 Postów:

Napisany 27 listopad 2012 - 15:11

Mis pluszowy - popatrzcie sami –
siedzi na mojej polce z ksiazkami.
Mam duzo ksiazek. Ksiazek jest tyle,
ze gdy je licze, ciagle sie myle.
A mis ciekawie zerka przez ramie,
On zna je pewnie wszystkie na pamiec...


Raz niedzwiedz ryknal zbolalym glosem:
- I coz mi z futra, gdy stopy bose?
Tak sie zatroskal o swoje piety,
Ze zaczal szarpac zelazne prety,
A potem z klatki wysunal lape
I zwiedzajacych prosil o datek,
Aby uzbierac choc dwiescie zlotych
I kupic sobie zimowe boty.
Nikt nie rozumial mowy niedzwiedziej,
Lecz pewien szewczyk pomogl mu w biedzie.
Byl to, jak mowia szewczyk-wloczykij,
Co znal na swiecie wszystkie jezyki...
Pobiegl do domu i wnet misiowi
Przyniosl dwie pary butow skorkowych.
Mis wlozyl buty i az z radosci
Zaraz do siebie zaprosil gosci.
Ida sasiedzi, prezenty niosa.
A niedzwiedz? Niedzwiedz znow chodzi boso!
- Gzie twoje buty? – pytaja wokol.
A mis ociera lapa lze w oku:
- Ach, zapachnialy tak pieknie sadlem,
Ze je na obiad niechcacy zjadlem...


- Wiecie, co sie stalo?
- Coo?
- Mis uciekl z zoo.
W samo poludnie, piec przed dwunasta,
mis bez opieki wyszedl na miasto.
Mowie wam jako naoczny swiadek,
gdyz jak detektyw szlam jego sladem.
Mis wpierw po sklepach chodzil dopoty,
az dobral sobie wygodne buty
oraz kapelusz na czubek glowy,
lecz – wedlug miasta – bardzo twarzowy!
A ze to jednak przeciez Warszawa,
nie pozalowal nawet na krawat.
Potem kwiaciarnie nosem wyniuchal,
jesienny kwiatek wpial do kozucha...
i wystrojony pieknie... ze prosze! –
z wizyta poszedl.

W szkolnej swietlicy dzieci nie malo,
Wiec z wejsciem misia jak w ulu wrzalo.
Wrzalo? To malo! Entuzjazm – buchal!...
Dzieci chca dotknac bodaj kozucha!....
Bodaj kosmata lape usciskac!...
A jemy ? Usmiech nie schodzi z pyska!...
Klanial sie dzieciom w lewo i w prawo...
oszolomiony radosna wrzawa.
Jakies smyk w lape serce mu wtykal...
Serce jest sercem! Chocby z piernika!...
Ej, misiu, misiu! I twoje stare
serce zadrzalo wzruszone darem....
W zamian swoj podpis dal mu
w podarku...

Spocil sie przy tym od piet
do karku,
bo mu z pisaniem nie szlo.
Po wtore –
pisal nie piorem, ale... pazurem,
po trzecie – spac go brala ochota
i ziewal... ziewal... jak hipopotam.
- Dobranoc, dzieci!
Bedzie mi smutno
bez was, kocha...-
W pol slowa utknal.

A wiecie, co sie dalej stalo?
Po spiocha auto przyjechalo,
i teraz w zoo spi pod pierzyna,
i bedzie spal... spal...
spal... spal... spal...
az sniegi zgina.


Spotkal sie mis Wojtus z osiolkiem Rafalkiem.
Mis Wojtus byl grzeczny, Rafalek - nie calkiem.
Mis pytal:
- Przeprasza, czy bawic sie zechcesz?
A tamten:
- Ech, nie chce!...
Mis Wojtus namawial, tlumaczyl, zapraszal.
Osiolek go tracil i nie rzekl: przepraszam.
Niedbale ogladal swe czarne kopytko.
Osiolku, to brzydko!
Mijaly godziny, mijaly dni cale i urosl mis Wojtus, i urosl Rafalek.
Mis zmeznial, wyrosly mu ostre pazury, spogladal inaczej: nie z dolu, lecz z gory...
Osiolek pochrzakal i rzecze do misia:
- Moj misiu, chcesz moze zabawic sie dzisiaj?
Ja recze, ze chwile bedziemy miec mile. Przepraszam, ze kiedys cie noga tracilem.
Lecz mis juz odchodzil i wolal z daleka:
- Gdy rzec chcesz: przepraszam – mow zaraz, nie zwlekaj!
Dzis grzeczny sie stales, bo slabszym sie czujesz. Za takie „przepraszam” ja pieknie dziekuje!.


Zbych ma misia.
Ooo, od dawna, nie od dzis, jest u Zbycha juz ten mis. Ten misio jest taki stary, ze we wszystkich szwach ma szpary, z tych szpar prosza sie trociny; grzbiet i pyszczek ma wytarty, Mis po prostu – nic nie warty! No, a jeszcze oprocz tego jest koloru zielonego!
- Co? Kto slyszal? Mis zielony – to po prostu smiech szalony!
Dlaczego mis byl zielony, o tym nikt nie wiedzial. Zbych nikomu nie powiedzial. Ale wam, Jezeli chcecie – powiemy w wielkim sekrecie.
Kiedy mamusia ze Zbyszkiem przyjechala do Warszawy, Zbyszek nic a nic nie mial wtedy do zabawy. I mamusia dla Zbysia uszyla smiesznego misia z tego zielonego pluszu, co go kawalek od starego fotelika zostalo.
I tak zyli Zbys i mis w tej przyjazni az do dzis.
Az tu dzisiaj wielkie swieto! Urodziny dzis Zbigniewa. Dostanie on w podarku cos, czego sie nie spodziewa!
Zbudzil sie Zbyszek o swicie, przy lozeczku jest stoliczek – bielusienki i przybrany w narcyzy i tulipany. Na stoliczku – patrzy Zbys, siedzi sliczny, nowy mis. Od lapeczek az do uszu calutki z bialego pluszu, oczy lsniace, mina harda, zloty dzwonek i kokarda.
Bierze misia Zbych niesmialo. Mis to piekny jakich malo!
Biegna siostry, mama, tata:
- Zyj nam, Zbysiu, dlugie lata!
Kasia wola:
- Juz od dzisiaj bedziesz mial nowego misia!
Bawily sie dzieci slicznie nowym misiem do wieczora. Bylo milo i wesolo, az spac przyszla pora. Trzeba isc do lozka. Usciskala mama Zbysia, polozyla przy nim misia, wyszla na paluszkach.
Spoglada Zbych na misia – ten sie rozparl z mina harda, z zlotym dzwonkiem i kokarda, nastawil pluszowe uszy, oczy w sufit wybaluszyl.
Wyjrzal Zbych z lozeczka, a tam siedzi w kat wtulony jego mis zielony, zabiedzony nieboraczek, nos wparl w ziemie, pewno placze.
Skoczyl Zbych, nie myslac wiele:
- Chodz, my starzy przyjaciele!
Kiedy mamusia zajrzala do dzieci – nowy, wspanialy mis spal na taborecie, a do Zbyszka przytulony chrapal stary mis zielony!


Nie masz teraz prawdziwej przyjazni na swiecie;
Ostatni znam jej przyklad w Oszmianskim powiecie.
Tam zyl Mieszek, kum Mieszka Leszek,
Z tych, co to: gdzie ty, tam ja – co moje, to twoje.
Mowiono o nich, ze gdy znalezli orzeszek,
Ziarnko dzielili na dwoje;
Slowem, tacy przyjaciele,
Jakich i wtenczas liczono niewiele.
Rzeklbys: Dwoj duch w jednym ciele.
O tej swojej przyjazni raz w cieniu dabrowy
Kiedy gadali, laczac swoje czule mowy
Do kukan zozul i krakan gawronich –
Alic ryknelo raptem cos kolo nich.

Leszek na dab; nuz po pniu skakac jak dzieciolek.
Mieszek tej sztuki nie umie,
Tylko wyciaga z dolu rece: „Kumie!”
Kum juz wylazl na wierzcholek.
Ledwie Mieszkowi byl czas zmruzyc oczy,
Zbladnac, pasc na twarz: a juz niedzwiedz kroczy.
Trafia na cialo, maca: jak trup lezy;
Wacha: a z tego zapachu,
Ktory mogl byc skutkiem strachu,
Wnosi, ze nieboszczyk i ze nie swiezy.

Wiec mruknawszy ze wzgarda odwraca sie w knieje,
Bo niedzwiedz Litwin mias nieswiezych nie je.
Dopieroz Mieszek odzyl... „Bylo z toba krucho! –
Wola kum – szczescie, Mieszku, ze cie nie zadrapal!
Ale co on tak dlugo tam nad toba sapal,
Jak gdyby cos mial powiadac na ucho?”
„Powiedzial mi – rzekl Mieszek – przyslowie niedzwiedzie:
Ze prawdziwych przyjaciol poznajemy w biedzie”.


„PRACOWITY NIEDZWIEDZ”

Patrzac na Chlopa, co galezie suche
wyginal w ksztalt do zaprzegu duhe,
umyslil Niedzwiedz jal sie tez tego rzemiosla.
Nie tracac czasu
wybral czesc lasu,
gdzie drzew rozmaitosc rosla,
i wzial sie do roboty. Wnet pobiegly echa
trzasku lamanych wiazow, brzeziny, orzecha...
Lecz, choc trwalo to dzien caly,
trudny Niedzwiedzia zadnych wynikow nie daly.
Pobiegl tedy do Chlopa i mowi:
„Sasiedzie,
robota mi sie nie wiedzie,
bo kazda galaz w moich lapach trzaska,
zadnej nie moge zgiac w duhe.
A ty, widzialem, zginasz nawet drewna suche,
mnie zas nie pozwala cosci.
Oswiecze mnie, jesli laska,
czemu to sie dzieje tak:
czego mej robocie brak?”
„Czego ci brak - Chlop na to – sluze odpowiedzia:
brak tego, czego wszystkim brakuje niedzwiedziom –
cierpliwosci”.


„JEDZIE POCIAG”
Jedzie pociag, jedzie,
W nim same niedzwiedzie.
A najwiekszy zarlok
Rozsiadl sie na przedzie.

Wypil beczke miodu,
Zakasil borowka,
Niechze niedzwiedziowi
Wyjdzie to na zdrowko!

Inny z tych niedzwiadkow
Chce jechac na gape,
Bo sobie biletu
Nie kupil w Pekape.

Najmniejszy niedzwiadek
Jedzie na buforze,
O, co to za gluptas,
On sie zabic moze!

Powiemy co predzej
O tym jego mamie,
Nim spadnie z buforu
I kosci polamie.

Nad pociagiem leca
Pszczolki cala chmara,
Az sie na niebiosach
Robi od nich calkiem szaro.

One beda pilnie
Z kwiatow miod zbieraly.
A niedzwiadki bede
Miod palaszowaly.

Taki podzial pracy
Misiom odpowiada,
A i mala Dorotka
Chetnie miodek zjada...


„NIE OBEJDZIE SIE BEZ MIISIA”
Bury misio jest ciekawy
i roboty, i zabawy.
Gdzie sie tylko ruszy Krysia,
Nie obejdzie sie bez misia.

Przy sniadaniu, przy obiedzie
mis hyc! – juz na stole siedzi.
Ciekawie nadstawia uszka
i zaglada do garnuszka.

Chce na oknie kozly fikac,
drzwi otwierac i zamykac,
chce w kuchence gaz zapalac,
ale Krysia nie pozwala..

W parku zawsze pierwszy pedzi
do wiewiorek, do labedzi.
Gdzie sie tylko ruszy Krysia,
nie obejdzie sie bez misia.


NIEDZWIEDZ

Prosze panstwa, oto mis.
Mis jest bardzo grzeczny dzis,
Chetnie panstwu lape poda.
Nie chce podac ? A to szkoda.


„KOLYSANKA”
Misiu, czas juz isc do lozka,
tu twoj kocyk, tu poduszka.
Posciel masz zmieniona dzis.
A czy umyl sie juz Mis?
Nie – bo widze czarne chrapki
i okropnie brudne lapki.
Zal mi ciebie z calej duszy,
ale musisz umyc uszy
chrapki, lapki oraz szyje.
Kazdy grzeczny Mis sie myje!
Oto gabka, mydlo, woda,
swiezy recznik zaraz podam.
Czystosc, Misiu, nie igraszki!
A czy zjadles talerz kaszki? –
bo gdy jesc nie zechcesz za nic,
przysnia ci sie dwaj Cyganie...


„RYSIA”
„Przyjdzcie do mnie kiedys – rzekla dzieciom Rysia -
Dostalam od taty pluszowego Misia,
Ktory fika kozly, tanczy w takt muzyki,
Chlipie miod, wydajac mruki i okrzyki...”

„Chlipie miod? To chyba calkiem niemozliwe!
Tak jedynie robia misie lesne, zywe...”
„Jesli kto nie wierzy, moze sie przekonac,
Gdy w niedziele przyjdzie w odwiedziny do nas!”

Przyszlo wiec do Rysi czworo malych gosci.
„Gdzie Mis?” – wykrzykneli, pelni ciekawosci.
Rysia patrzy na nich i smieje sie skrycie:
„O jakim to Misiu, przepraszam, mowicie?

Czy o moim starym z oberwana glowa?
Bo doprawdy nie wiem, daje szczerze slowo!”
„Toc opowiadalas, bedac u nas w domu,
Ze masz Misia, ktory nie snil sie nikomu,
Ktory miod popija, tanczy w takt muzyki” –

Zawolaly razem wszystkie cztery smyki.
„Ja? – klamczucha rysia dziwi sie ogromnie –
Takie klamstwo wcale niepodobne do mnie!
Ja opowiadalam o Misiu i miodzie?

Chybascie na glowki upadli w ogrodzie!...”
Tak swoich kolegow ta klamczucha mala
Najpierw oklamala
A potem wysmiala!


„POZEGNANIE Z MISIEM”
Nie placz, misiu, glowa w gore,
Raz dwa chustka otrzyj lezki,
Bo zamoczysz futro bure
I fartuszek swoj niebieski.

Dzisiaj czasu mam niewiele,
Bo pisze kolka w zeszycie,
Lecz przyrzekam, ze w niedziele
Wynagrodze cie sowicie.

Czarna kredka po papierze
Bede w lapce twej wodzila...
Wtedy sam mi przyznasz szczerze,
Ze nauka to rzecz mila.

A gdy poznasz juz literki,
Laski, kolka zakretasy,
Choc zes grubas i spioch wielki,
W teczce wezme cie do klasy.


„SEN NIEDZWIEDZIA”
Zalozyl niedzwiedz
pizame bura,
przykryl sie ciepla
niedzwiedzia skora
i slodko spi.
Snia mu sie teraz
lipy pachnace,
ziola na lace,
pszczoly brzeczace,
miod mu sie sni.


„MISIE”
Pytaly sie male misie
Wielkiej Niedzwiedzicy:
- Czemus woz swoj zostawila
w gorze pod ksiezycem?
Wozilabys nas po lesie,
Puchatka z Mechatka,
malym wozkiem, duzym wozem,
Niedzwiedzico matko.

-Mrum, mrum – dzieci, woz moj swieci
osiami zlotymi,
srebrnym dyszlem droge pisze
zblakanym na ziemi.
Pomyslaly male misie:
„To zablakac warto by sie”

Jak zgubimy sciezki w borze –
Puchatek z Mechatka,
to te wozki nas odwioza
pod samiutka chatke.

Zgubily sie male misie,
lsnia het wozy zlote,
ale widac popsuly sie,
Trza isc na piechote.


SPOTKAC W ZIME MISIA???

Misiu skad ta smutna mina.
HO HO HO zima sroga miodku nie mam.
Przeciez misie spia juz dzisiaj.
Tak tak spia a ja nie moge
bo sni mi sie miodek miam miam miodek.
Wiesz misiu ja miodku dwa sloiki mam
i jeden tobie z checia dam!!!.


Hania


Kiedy sobie Misie spia
to snia o czym chca.
A ze Misiow bylo osiem,
to czekaly na gosposie.
Gdy czekaly godzin szesc,
to zachcialo im sie jesc!
Juz minelo godzin siedem,
wtedy glosno krzyknal jeden:
Moi mili!
Nie tracmy tej cennej chwili!
Przespijmy te dwie godziny,
a bedziemy mieli wesole miny!
Pierwszy snil o lodzie,
drugi o plywaniu w wodzie.
Trzeci o skakaniu
czwarty o lataniu,
piatemu marzyl sie miod,
a szosty snil, ze schudl!
Siodmy podobnie jak osmy
marzyl o glowce kapusty
...Nagle rozleglo sie do drzwi pukanie
i wszystkie misie przerwaly spanie.
W drzwiach gosposia sie ukazala
i dla kazdego misia cos smacznego miala.
Musze konczyc wierszyk swoj,
bo jest pusty ... brzuszek moj!


Kasia


Moj mis jest pluszowy
biore go co dzien do szkoly.
Gdy siedzi na moim biureczku
wszystko jest w porzadeczku.
Mama na to sie nie zgadza
bo mowi ze mis przeszkadza.
Lecz nie zdaje sobie sprawy
ze mis jest zaczarowany.
I jak ze mna do szkoly chodzi
to wszystko mi wychodzi.


Dawid


Maly mis przyszedl
Do mnie dzis
Chcial miodu odrobine.
Powiedzialem: za godzine
A on na to: moj kochany
Daj mi miodu ze dwa dzbany
Sklepy byly juz zamkniete
Zaparzylem wiec mu miete


Misie dwa

Byly sobie misie dwa
Wesolutkie ze ha ha
W glowie mialy tylko psoty
Wymyslaly wciaz glupoty.


Dnia pewnego wczesnie z rana
Wpadly w bloto po kolana
bowiem w nocy tak padalo
ze sie blota uzbieralo.

Innym razem dla zabawy
Popisaly szkolne lawy
Az krzyczala na nich pani
Ze posprzatac musza sami.


Tak broily dnia kazdego
Wszyscy mieli dosc juz tego
I zmowili sie dla draki
Wymyslili kawal taki.

Kiedy misie smacznie spaly
Zaplatali im sandaly
I gdy rano szybko wstaly
Zaraz sie poprzewracaly.

Moral z tego jest o taki
Ze nie psoccie nam dzieciaki
Bo nie wszyscy lubia zarty
Jak sie nudzisz pograj w karty.


Albo ksiazke wez do reki
Z przyjacielem zagraj w bierki
Mozesz takze dla zabawy
Zagrac w klasy bez obawy.


Mis oblesny

Siedzi misiu na kanapie.
Paluszkami w pupie drapie.
Co wydrapie to zajada.
Jaka smaczna czekolada.




0 Użytkowników czyta ten temat

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych użytkowników