Skocz do zawartości

Zdjęcie
* * * * * 4 Głosów

Konkurs "Czytanie dzieciom"

konkurs

  • Zamknięty temat Ten temat jest zamknięty
87 odpowiedzi w tym wątku

#21 OFFLINE   gogo0606

gogo0606

    Bywalec

  • Użytkownicy MnZ
  • PipPip
  • 30 Postów:

Napisany 02 kwiecień 2012 - 21:33

Nie wyobrażam sobie jak moje dwa szkraby zasnęłyby bez czytania na dobranoc. Tak się jakoś zaczęło jak się Maja urodziła, że zaczęłam jej czytać na dobranoc "Bajeczki na 3 minuteczki". Mamy trzy części, a w każdej z nich jest kilka opowiadań. Maja je uwielbiała. Kiedy urodził się Bartuś, nasza biblioteczka bajkowa się powiększyła. Doszły nam Baśnie Andersena, Braci Grimm i wiele wiele innych.Każda książka już była przeczytana po kilka razy, ale przez to, im się te bajki nie nudzą i mogą ich słuchać codziennie. Ostatnio nawet udało mi się wygrać w konkursie dwie nowe książeczki z opowiadaniami Lalanki i moim dzieciom bardzo się spodobały. Poza tym Maja lubi wiersze Tuwima, Brzechwy i różne takie. Ważne że się rymują. Wszystkie książeczki, które czytałam Maji od małego, uczyła się ich na pamięć. To były takie książeczki w sztywnej okładce, z różnymi opowieściami. Mamy je do tej pory i teraz jest kolej Bartusia na oglądanie kolorowych obrazków kiedy mama czyta. Bartek jest jeszcze za mały żeby mieć swoje ulubione bajki, ale uwielbia bajeczki o traktorach, farmach itp. Właśnie takie mu kupujemy w tych sztywnych oprawach. Ja pamiętam, że bardzo mi się podobały w dzieciństwie trzy książki : "Dzieci z Bullerbyn", "Akademia Pana Kleksa", i "Ania z Zielonego Wzgórza". Z podstawówki najbardziej pamiętam, gdy przerabialiśmy treny i fraszki Kochanowskiego. To były moje ulubione zajęcia. Pozdrawiam

#22 OFFLINE   Danusia

Danusia

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 2 Postów:

Napisany 02 kwiecień 2012 - 22:06


Książki… Ach! Już jako mała dziewczynka uwielbiałam ich zapach, kolory i te małe literki-mróweczki, które tworzyły niesamowite historie. Pamiętam, jak bałam się zasypiać, bałam się potworów, strachów, które wejdą przez okno i koniecznie całą noc musiała palić się mała lampeczka. Pomagały mi też wiersze Jana Brzechwy, które czytał mi mój tato. Mogłam ich słuchać do samego rana! :-)
Będąc starszą dziewczynką zaczytywałam się w „Dzieciach z Bullerbyn” i „Pipi Pończoszance”.
Jeśli chodzi o Pipi, to przygody szalonej, przesympatycznej dziewczynki zawsze mnie rozśmieszały i ogrzewały jeszcze małe serducho :-) Nie da się jej nie kochać. Chciałam bardzo ją poznać i zostać jej przyjaciółką. Pragnęłam, aby pokazała mi, jak pokonywać wszelkie przeszkody, nie myśleć o złych rzeczach i niczego się nie bać. Nauczyła mnie tego, że fantazja w życiu jest potrzebna, tak samo, jak zabawa – to pomaga przetrwać w czasem trudnej rzeczywistości, nadaje sens i smak życiu.
„Dzieci z Bullerbyn” pokochałam za magię, spełnianie marzeń, super zabawy, tajemnice… Czytałam i przenosiłam się do ich świata, przeżywałam niesamowite historie i wczuwałam w emocje bohaterów. Podobnie bawiliśmy się całe wakacje z kolegami i koleżankami ze szkoły, a śmiechów i kreatywności nie było końca! Na nudę nie mieliśmy czasu :-)
W nastoletnim życiu istotną rolę odegrała „Ania z Zielonego Wzgórza”. Ania jest roztrzepaną, zwariowaną, nadwrażliwą, dostrzegającą każde, nawet najmniejsze istnienia, kochającą otaczającą przyrodę, gadatliwą, zagubioną marzycielką – to cała ja, dlatego była i jest mi bliska.


Te książki kocham do dziś, wywołują u mnie ciepłe uczucia, są i będą zawsze dla mnie bardzo ważne.


Pozdrawiam!


#23 OFFLINE   McAgnes

McAgnes

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 3 Postów:

Napisany 03 kwiecień 2012 - 00:04

Krzyś, mój niespełna trzyletni synek dostał książeczkę "Lokomotywa" Tuwima. No i się porobiło. Czytam "Lokomotywę" Krzysiowi na dobranoc, pięknie artykułując słówka i stopniując tempo zgodnie z rozpędzaniem się lokomotywy na torach. Kończę, zamykam książeczkę, po czym dziecię moje wydaje z siebie coś w rodzaju "jeście!". Oho.
Dla upewnienia się zadaję kilka kontrolnych pytań w rodzaju "jeszcze raz?", "od początku?" czy "czytać?", na każde dostaję radosną odpowiedź "ta!".
No to czytam jeszcze raz. Odrobinę wolniej (nie rozpędzam tak tej lokomotywy), żeby na dłużej starczyło. Kończę. Co słyszę? No oczywiście - "jeście!"
Czytam jeszcze raz. Wolniej. Ratunku. "Jeście!"
Czytam ponownie. Wzdech.
Nadchodzi ratunek w postaci męża, ja jestem od czytania, on od usypiania, mam prawo doczytać do końca strony i zamknąć książeczkę ze stanowczym "koniec, dobranoc, dawaj buziaka".
Ech, nawet nie ma szans, że nasz egzemplarz zedrze się od ciągłego czytania, bo to twarde, sztywne, kartonowe strony. Nie do zdarcia.

#24 OFFLINE   aasikk1

aasikk1

    Bywalec

  • Użytkownicy MnZ
  • PipPip
  • 27 Postów:
  • LokalizacjaRuda Śląska

Napisany 03 kwiecień 2012 - 01:12

Nauczyłam się czytać gdy miałam pięć lat, a gdy coś było za trudne do przeczytania to improwizowałam, niektóre książki znałam prawie na pamięć, wiele z serii "Poczytaj mi mamo". Czytano mi od zawsze, do snu, w dzień, na wakacjach spędzanych u babci na wsi. Tak , babcia potrafiła czytać, nie mówię tu o zwykłym czytanu, ona potrafiła oddać się treści, uwielbiałam to. Sadzała nas wieczorem- jak to w wakacje, dzieci zgraja :) pod jabłonią, która uginała się pod ciężarem owoców, dawała do ręki grubą pajdę chleba posmarowaną smalcem i z kiszonym ogórkiem, i zaczynała czytać... Dzieci z Bullerbyn. Z otwartymi buziami przysłuchiwaliśmy się o ich wyczynach, przygodach. Jak zaczęliśmy komentować to babunia wiedziała,że przypadobał nam się fragment i dawała nam pomysł na zabawę kolejnego dnia, jak np. z dziećmi po sąsiedzku łączyliśmy nasze okna sznurkami i przesyłaliśmy sobie na nich tajemne wiadomości. Takich pomysłów było mnóstwo...
Dziś staram się zaszczepić w córce miłość do książek i na razie nawet mi się to udaje, lubimy sobie razem posiedzieć i poczytać. Bez wieczornej czytanki na dobranoc nie zaśnie, zwłaszcza, ze czytam z tonacją i emocjami, ona to uwielbia. A jak znajdę jakąś jabłonkę to zaczniemy czytać Dzieci Z Bullerbyn....

#25 OFFLINE   79magda

79magda

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 12 Postów:

Napisany 03 kwiecień 2012 - 09:34

Nauczyłam się czytać bardzo szybko, była to moja ulubiona czynność i tak... pozostało do dziś :) Pierwszą książką, którą samodzielnie wypożyczyłam z biblioteki, a potem samodzielnie przeczytałam, było opowiadanie o Misiu Fikołku. Fabułę i swoje emocje pamiętam do dziś. Wiem, że wypożyczałam ją jeszcze wielokrotnie, choć znałam praktycznie na pamięć.
Teraz, jako mama, chciałam, by i moja Córcia poznała Fikołka. Niestety - w bibliotece nikt o nim nie pamięta, nie znalazłam Fikołka również w internecie :( Szkoda, bo to mądra, wzruszająca książeczka.

#26 OFFLINE   magda_234

magda_234

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 2 Postów:

Napisany 03 kwiecień 2012 - 10:28

Gdy chodziłam do szkoły podstawowej bardzo lubiałam czytać książki. Moją ulubioną książką była powiesć Lucy Maud Montgomery ,,Ania z Zielonego Wzgórza", historia rudowłosej Ani Shirley pochłonęła mnie tak bardzo, że książkę to przeczytałam w jeden dzień. Gdy poszłam do szkoły średniej moje zainteresowanie książką wcale nie spadło mogę powiedzieć, że stało sie jeszcze wieksze oprócz obowiązkowych lektur wypożyczałam mnóstwo książek z biblioteki. Tematyka była różna dotyczyła tematów omawianych na lekcjach języka polskiego, ale nie tylko lubię czytać książki psychologiczne, o tematyce kryminalnej i detektywistycznej. Moją miłość do książek chcę przekazać mojemu dziecku, w tym momencie ma dwadzieścia miesięcy i bardzo lubi oglądać obrazki w książeczkach, kiedy mu czytam przez chwilę jest zainteresowany ale później woli przewracać strony i szybko wymienia na inna książeczkę. Teraz mam mniej czasu na czytanie książek, bo większość czasu spędzam z dzieckiem, ale z miłą chęcią czytam mu książki i nie przestanę tego robić, może jak będzie wiekszy będę mogła wrócić do tej wspaniałej czynności, która mi sprawia wiele przyjemności.

#27 OFFLINE   letniowoc

letniowoc

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 18 Postów:

Napisany 03 kwiecień 2012 - 11:24

Książką z dzieciństwa, którą szczególnie ciepło wspomninam jest pozycja Miry Jaworczakowej "Oto jest Kasia".

Mam do niej ogromny sentyment. Moja mama, będąc w ciąży, czytała mi ją bardzo często. Wtedy były takie czasy, że nie robiło się USG, więc nie wiedzieliśmy jakiej płci urodzi się dziecko. Ja bardzo marzyłam o młodszej siostrze. Jak się później okazało, na świat przyszła dziewczynka i dostała na imię tak jak siostra głównej bohaterki, czyli Agnieszka. Dziś Aga to już prawie dorosła kobieta, ale dla mnie zawsze będzie moją małą siostrzyczką. Bardzo lubi swoje imię i wie, że zawdzięcza je mnie a właściwie to książce :)
Mam w domu piękny i stary egzemplarz tej książki, należący do mojej mamy. Ten sam, który mi kiedyś czytała. Obecnie sama czytam go starszej córce, przygotowując ją na narodziny rodzeństwa. Mimo, że jest trochę sfatygowany (dziecięce rączki i lata robią swoje :P) to i tak ma dla mnie wartość bezcenną.

Chciałabym jeszcze dodać, że książka ta jest szczególnie cenna dla wszystkich, którzy oczekują pojawienia się kolejnego dziecka w rodzinie. A czytanie o perypetiach bohaterów jest doskonałym pretekstem do dyskusji o zmianach, obowiązkach i przywilejach, które nadejdą wraz z narodzinami nowej osoby.

#28 OFFLINE   iwonawiesiolek

iwonawiesiolek

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 2 Postów:

Napisany 03 kwiecień 2012 - 11:40

Moja 4-letnia córeczka uwielbia jak czytam jej książeczki.Na 2-gie urodzinki dostała książeczkę o Kubusiu Puchatku.Była to krótka hisoryjka,jak Kubuś wyhodował dynię.Marcelince tak książeczka się spodobała,że czytałam jej codziennie-efektem tego było,że córcia znała to opowiadanie na pamięć.Kiedy Marcelka trafiła doszpitala zabrała swoją ulubioną książeczkę.Opuszczając szpital,zostawła ją.Było jej bardzo przykro.Pocieszałam córcię,że napewno jakaś mama czyta Kubusia dzieciom przebywającym w szpitalu.To poskutkowało,Marcelka przebolała stratę.Przed świętami w przedszkolu Marcelinka miała spotkanie z Mikołajem,były także paczki.Jakież zdziwienie było córki,gdy zajrzała do torebki i.....zobaczyła swoją ulubioną książeczkę o Kubusiu,który wyhodował dynię.Dzieci prosiły panią,żeby przeczytała im książeczkę.Marcelinka usiadła ze swoją książeczką i przewracając kartki z pamięci zaczęła recytować treść,Wszyscy byli zaskoczeni.Marcelka wyjaśniła:Znam tę historyjkę,bo mama mi ją czytała-chyba ze sto razy,tylko niewiem skąd Mikołaj wiedział,że zostawiłam ją w szpitalu.

#29 OFFLINE   olamucha

olamucha

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 5 Postów:

Napisany 03 kwiecień 2012 - 17:46

Od razu po przeczytaniu zadania konkursowego pomyślałam o mojej prababci. Czytała mi książki kiedy Mama nie miała czasu. To nie było zwykłe czytanie. Pamiętam, że lubiła siadać na krześle obok okna, ja siadałam na jej kolanach i obie przenosiłyśmy się w cudowny świat wróżek, księżniczek lub innych cudowności, o których mi czytała. Szczególnie zapamiętałam jedną z książek. To był „Kopciuszek”, książka z kolorowymi obrazkami i Kotem w butach na tylniej okładce. Więcej nie pamiętałam, nie wiedziałam kto był autorem, ani jakie to wydawnictwo.
Książka gdzieś się zawieruszyła i pewnie bym jej nie szukała, ale postanowiłam jednak ją odnaleźć ze względu na moją małą siostrzenicę Alę (ma prawie 2 latka, ale już sporą kolekcję książek, tych do oglądania, ale i tych do czytania). Mała Ala już teraz lubi książki, więc postanowiłam, że musi poznać i tą którą ja miałam. Oczywiście nie znalazłam swojej książeczki, ale postawiłam sobie za cel odnalezienie gdzieś takiej samej.
Spędziłam sporo czasu na poszukiwaniach w Internecie i antykwariatach w moim mieście, najpierw szukając wydawnictwa, które ją wydało, a później samej książki. Jakże wielka była moja radość, gdy udało mi się odnaleźć „mojego” „Kopciuszka” na internetowej aukcji (i to nie jednej a kilku). Kupiłam książeczkę bez chwili wahania. Kiedy wreszcie trzymałam ją w rękach czułam się znów jak mała dziewczynka, której prababcia przy oknie znów przeczyta cudowną książeczkę (to wspomnienie z książeczką jest właściwie moim jedynym wspomnieniem o mojej prababci).
Teraz razem z Alą czytam i oglądam „Kopciuszka” i na pewno kiedyś opowiem jej historię „mojego” „Kopciuszka”, którą tutaj opisałam.

A „Kopciuszek”, którego poszukiwałam, to książka Hanny Januszewskiej, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1982r.(rok wydania egzemplarza, który posiadam).
Dodaj obrazek

#30 OFFLINE   jolenka1312

jolenka1312

    Bywalec

  • Użytkownicy MnZ
  • PipPip
  • 38 Postów:

Napisany 03 kwiecień 2012 - 21:49

Mama - ekspert od "Czerwonego Kapturka"
Jak to się stało...
Otóż zaczęło się od sięgnięcia po książkę, by zająć niespełna 5-miesięczną niesforną Lilkę czymś co wzbudzi jej ciekawość a mamie da chwilę wytchnienia od noszenia. A że pod ręką była książka pokoleniowa już aczkolwiek na czasie bez wahania zaczęłam czytać córci "Czerwonego Kapturka". Lila zaciekawiona słuchała, obserwowała obrazki, przekręcające się kartki, to jak mama wypowiada słowa... Myślę: "Super, moja córeczka wyrośnie na czytelnika". Kapturek był obecny przed śniadaniem, po śniadaniu, na spacerku, po obiedzie i przed zaśnięciem. Mała Lila domagała się Kapturka bardzo często, a gdy mama znudzona odkładała książkę, płacz wydawał się nie mieć końca. Postanowiłam czytać inne książki... Dzień za dniem a Lila nadal domagała się "Czerwonego Kapturka". Już znałam tę książkę na pamięć, wiedziałam na jakiej stronie jest każda linijka tekstu, już zaczęłam wierzyć że to ja jestem Kapturkiem:) zmieniałam tekst, próbowałam córeczkę włączać w akcję. Zabawa była przednia jednak już miałam dość tej bajki... Ale jak patrzyłam w te błękitne smutne oczka kiedy nie było ulubionej książki, odwracanie głowy za wypowiedzeniem tytułu i rączki które wyciągała do tej tylko książki czułam jakby mówiła mi "Mamusiu, poczytaj mi, jesteś ekspertem od Czerwonego Kapturka":) I mimo że Lila ma już 9 miesięcy prawie a ja czytam jej wiele książek to "Czerwony Kapturek" jest obowiązkiem w naszym codziennym rozkładzie dnia. Bo nikt lepiej nie połyka Kapturka jak mama-wilk :D

#31 OFFLINE   agaimisia

agaimisia

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 6 Postów:

Napisany 03 kwiecień 2012 - 23:31

Mnie odkąd pamiętam towarzyszyły książki, był czas że pochłaniałam 2 lub 3 w tygodniu. Był moment, że czytałam tylko koontz'a którego do tej pory uwielbiam. Książkę zawsze miałam ze sobą gdy jechałam do szkoły, na przerwach, w domu czasem bywało tak, że czytałam po nocach :) bo tak mnie wciągały i nie było mowy żeby doczekać rana. Córkom staram się pokazać, że książki są ważne gdy starcza nam czasu i dziewczyny siedzą grzecznie i słuchają czytamy krótkie wiersze bo przy dłuższych nie wysiedzą. Przy starszej córce gdy zaczynałyśmy żegnać się z pielucha nr 1 okazała się książka Tupcio Chrupcio żegna się z pieluszką, piękne rysunki, fajne teksty i Michasia pożegnała pieluszkę. Niedawno gdy poszła do przedszkola i czasem ma zły dzień i płacze sięgamy po Piesia idzie do przedszkola i też dajemy radę, mam czyta a Misia opowiada co widzi na obrazkach i co robi u siebie w przedszkolu i stwierdza, że w przedszkolu nie jest źle. Tak więc nam książki przydają się w codziennych sprawach a Misia bardzo lubi czasem poczytać po swojemu młodszej siostrze. Często wtedy mnie woła i mówi "Mamusiu widzisz czytam Tosi :)"

FPXkp2.pnggdftp2.png


 

 


#32 OFFLINE   Kluseczka

Kluseczka

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 8 Postów:
  • Lokalizacjaśląsk

Napisany 04 kwiecień 2012 - 09:38

W dzieciństwie otoczona byłam książkami. Mam czytała mi bardzo wiele. Jedną z książek darzyłam szczególną sympatią. Była to książeczka "Przygody Krasnala Hałabały". Bardzo ją lubiłam i prosiłam mamę, by ciągle mi ją czytała. Jednak zawsze miało to być do pewnego rozdziału i koniec. Absolutnie nie chciałam słuchać kolejnych przygód krasnoludka, książeczka miała być czytana tylko do ustalonego przeze mnie fragmentu i ani zdanie dalej. Moja mama próbowała mnie przekonywać, proscić, przekupywać ale nie dawało to żadnych rezultatów. Książeczkę o krasnoludku czytała mi do połowy, i później znów od początku. Mama opowiadała mi, że już była tak znudzona tą książką, i tak chciała wiedzieć co będzie w następnych rozdziałach, że przeczytała sobie ją sama ;) skoro ja nie chciałam słuchać.
A gdy kiedyś tę książeczkę czytała mi ciocia, to - ku jej zaskoczeniu - gdy się pomyliła, to ją poprawiałam :) .

#33 OFFLINE   tusiek

tusiek

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 9 Postów:

Napisany 04 kwiecień 2012 - 10:47

Książka towarzyszyła mi całe życie.Najbardziej przypominam sobie,kiedy jako mała dziewczynka z warkoczykami siadałam na łóżku a babcia godzinami czytała mi baśnie braci Grimm.Całe dwa wielkie tomy,kolorowych opowieści uwrażliwiło mnie na otaczającą rzeczywistośc i sprawiło,że dziś jako już dorosła kobieta i matka wiem,że najlepsze co moge dac mojemu synkowi to książka.Nie kolorowe klocki czy wyścigowe samochodziki ale właśnie ksiażki sprawią,że już jako dorosły człowiek mój syn będzie swoją wyobraźnią kreował niesamowite rzeczy.Z dzieciństwa utkwił mi również obraz ojca,który po nocach czytał stosy książek.To była jego pasja,która potrafiła mu się oderwac od trudnej wówczas rzeczywistosci komunistycznego świata.Zamykał się w kolorowych i odległym kontynecie,gdzie świat sprawiał więcej przyjemności niż,tu na naszej ziemi.To jedyny obraz ojca jaki pamiętam.Zmarł,kiedy byłam małym dzieckiem i teraz,kiedy remontrowaliśmy dom na strychu znalazłam 8 wielkich kartonów książek.Zapach zakurzonych stronic przywołał wspomnienia bajkowego dzieciństwa,kiedy to moja wrażliwośc rozkwitała z dnia na dzień dzięki stronicom kolorowego świata bajek.

#34 OFFLINE   ania103

ania103

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 7 Postów:
  • Lokalizacjapołudnie

Napisany 04 kwiecień 2012 - 21:38

W moim domu od zawsze było dużo książek. Miłość do czytania wpoiła mi moja mama za co szczerze jej dziekuję. Ja sama juz bedąc mamą takze staram sie wpoić tę miłosć moim dzieciaczkom. Chłopcy uwielbiaja kiedy ktos czyta im bajeczki, mają oczywiście swoje ulubione. Pomimo tego iż sa to książeczki całokartonowe widać juz na nich oznaki "zużycia". Znają już każdą bajkę na pamięć i potrafią mnie strofować jezeli się pomylę. Mam nadzieję, że moje czytanie dzieciom zaowocuje w przyszłości i już jako dorośli bedą z radoscią siegać po książkę.

#35 OFFLINE   milagros20

milagros20

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 9 Postów:

Napisany 05 kwiecień 2012 - 05:37

hmhm moja przygoda z książką!

Tak się zastanawiam co napisać i przypomniałam sobie pewną krótką historię książkową z dzieciństwa.Nasza wiejska bibloteka organizowała coroczne konkursy czytelnicze dla dzieci.Były oczywiście nagrody dla najlepszych .Powiem szczerze że nie przepadałam na początku za czytaniem książek ale jak każde dziecko w tamtych czasach chciałam coś wygrać :)bo rodziców nie było stać na zakup np zabawki.Otóż z koleżankami robiłyśmy "wyścigi "w pożyczaniu książek.Codziennie biegałyśmy do biblioteki po nowe pozycje bajkowe.Zdarzało się że brałyśmy nawet po 6 bajek ( bo najkrótsze )i następnego dnia już oddawałyśmy.Bałyśmy sie pytań pani bibliotekarki czy napewno tak szybko przeczytałyśmy ale na nasze szczęście nie pytała.Nasza karta czytelnicza z dnia na dzień się powiększała.I gdy przyszło rozstrzygnięcie konkursu czytelniczego oczywiście znalazłysmy się wśród nagrodzonych;)Pamietam że nagrodą była książka "Ania z zielonego wzgórza" i kolorowa maskotka . Postanowiłam przeczytać wygraną książkę "powoli i z zastanowieniem o czym ona jest".Bardzo mnie wchłoneła.Na tyle mi się się podobała że pobiegłam do biblioteki po kolejne części Ani gdyż byłam bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy Ani i Gilberta.Od tego momentu pożyczałam już "nie na wyścigi":)Pokochałam książki a dzis sama jestem bibliotekarką i pilnuję żeby dzieci czytały książki nie tylko dla nagród :)

#36 OFFLINE   Bella

Bella

    Bywalec

  • Użytkownicy MnZ
  • PipPip
  • 23 Postów:

Napisany 05 kwiecień 2012 - 12:37

Byłam wychowywana przez babcię. Była ona dla mnie tak jak mama-kochała mnie bardzo ,po prostu mogę to określić ,że "uchylała mi niemalże nieba" .Za Jej to sprawą -przy Jej delikatności,szyku i wzorowego wychowania stałam się w pełni dorosłą osobą.Moja Babunia wprowadziła mnie w świat kolorowych sukienek,bucików na obcasie i właśnie ukochanych książek.Miała w swoim pokoiku całą ścianę od podłogi po sufit tak wspaniałych książek,że zawsze lubiłam tu przebywać prawie do samego rana..Zapamiętam jej słowa do końca życia:"Piękna kobieta podoba się oczom, dobra kobieta – sercu. Pierwsza jest klejnotem, druga – skarbem". Dlatego uwielbiałam,gdy razem mogłyśmy iść na zakupy do księgarni i wybrać sobie coś ciekawego na wieczorne "czytanki". Tyle Jej zawdzięczam,bowiem bardzo wiele mnie nauczyła.To dzięki niej pokochałam polską literaturę:najpierw Brzechwę,potem Fredrę,Krasickiego,Słowackiego,Sienkiewicza,Reymonta,Szymborską i wielu wielu innych polskich i zagranicznych pisarzy.Pierwszą książeczką była seria baśni braci Grimm,siadłyśmy wtedy w miękkim fotelu,przy kominku,i babcia zaczęła czytać:Ach, nigdy tego nie zapomnę.Pamiętam,że robiła to tak ,że ja czułam się jak w jednej z baśni-nawet czułam na nogach niemalże mroźny śnieg,podczas słuchania "Królewny Śnieżki",albo zapach pysznego piernika,tak jak w baśni"Jaś i Małgosia".

#37 OFFLINE   kkkmmmooo

kkkmmmooo

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 4 Postów:

Napisany 05 kwiecień 2012 - 12:47

Moja przygoda z książkami zaczęła się dopiero w podstawówce. Za nic w świecie nie chciałam czytać lektur, o nie!! Za to inne książki, które sama sobie wynalazłam w bibliotece chłonęłam jak gąbka wodę.
Natomiast mój 15-miesięczny synek codziennie wieczorem, po jedzonku, bierze swoją ulubioną baję i prosi o czytanie.

#38 OFFLINE   murba78

murba78

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 3 Postów:

Napisany 07 kwiecień 2012 - 11:47

Ja stosunkowo szybko nauczyłam się czytać bo już w wieku niespełna 3 lat i to dość nietypowo. Wszystko dzięki tacie, który często czytał gazety sportowe a ja usilnie mu przeszkadzałam, pytając co to za literki i próbując sklecać wyrazy. W ten oto sposób szybko nauczyłam się czytać. Niestety rodzice byli niezbyt przychylni mojej pasji czytania do późnego wieczora różnych bajek, więc sporo czasu spędzałam nocami w łóżku nakryta kołderką czytająca bajki z latarką ;) w taki sposób czytania niestety pogorszył się mój wzrok i przez pewien czas musiałam nosić okulary korekcyjne, ale na szczęście wszystko szybko wróciło do normy. Moją pasję czytania kontynuowałam latami aż do dnia dzisiejszego. Wspólnie z narzeczonym mamy pokaźną (prawie 300 pozycji) biblioteczkę książek do których często w wolnych chwilach wracamy. No a ja mam wspomnienia z nocy spędzonych niczym górnik z lekturą ulubionego Kubusia Puchatka :)

#39 OFFLINE   Milka

Milka

    Początkujący

  • Użytkownicy MnZ
  • Pip
  • 2 Postów:

Napisany 07 kwiecień 2012 - 15:05

Moja przygoda z książką zaczęła się gdy miałam kilka miesięcy i trwa do dziś. Nie sposób więc opisać jednej konkretnej historii :) Pamiętam jednak, że zawsze byłam dociekliwa...Uwielbiałam bajkę "Mądry i głupi" Ignacego Krasickiego choć zawsze zapominałam kto był kim i dopytywałam mamę: "A któly był głupi?ten?" pokazując postać na ilustracji :) Wielką radość sprawiało mi recytowanie "Małpy w kąpieli" Aleksandra Fredry choć wszyscy pękali ze śmiechu bo miałam przy tym ogromne emocje a w dodatku brzmiało to mniej więcej tak:
Wziąwszy pański czepek lanny,
Prześcieladło
I zwielciadło -

Szust! Do wanny.
Dalej kulki klęcić żwawo!
W lewo, w plawo,
Z dołu, z góly,
Aż się uklop puścił z luly."


Dzięki Waszemu pytaniu zaczęłam zastanawiać się kiedy tak naprawdę świadomie i z wyboru pokochałam książki. I chyba już znam odpowiedź - to były pierwsze lata podstawówki i książka "O psie, który jeździł koleją". Pewnie wiele osób ma to samo wspomnienie co -czytanie po nocach przy lampce by rodzice nie widzieli bo ta książka wyjątkowo wciągała...i te morze łez wylewanych przy każdej przygodzie Lampo. Choć byłam wtedy mała i nie potrafiłam tego nazwać to myślę, że już wtedy poczułam jak wiele emocji mogą mi dostarczyć książki i jak bardzo wzbogacają duszę.

#40 OFFLINE   agf

agf

    Rozmowny

  • Użytkownicy MnZ
  • PipPipPip
  • 60 Postów:

Napisany 07 kwiecień 2012 - 19:20

Mój synek sam jeszcze nie czyta, bo ma dopiero 7 i pół miesiąca, ale już kolekcjonuję dla niego książeczki i codziennie czytam mu kilka stron z tych, które już mamy. "Wpojenie" w niego miłości do książek to jeden z priorytetów, który chciałabym osiągnąć. Mój mąż nie czyta, nie lubi i bardzo nad tym ubolewam, bo sama jestem maniaczką czytania :) Dlatego mam nadzieję, że i synka uda mi się tego nauczyć.

Odkąd pamiętam czytałam dużo, książki były nieodłącznym elementem mojego dzieciństwa, nie było bez nich dnia. Nie jestem w stanie zliczyć książek jakie przeczytałam będąc dzieckiem ani przypomnieć sobie ich wszystkich. Na pewno jednak jedną z ulubionych moich autorek była Lucy Maud Montgomery, której "Ania z Zielonego Wzgórza" jest tylko jedną malutką kropelką w całym oceanie jej twórczości. Jej książki dawały mi taki wewnętrzny spokój, gdy tego potrzebowałam, pocieszały, gdy było mi smutno. Bohaterki jej książek to były dziewczynki, takie jak ja - z każdą z nich miałam coś wspólnego, mogłam się z nią identyfikować, razem z nimi przeżywałam ich życie. Uważam, że spędzenie dzieciństwa z nosem w książkach może być wartościowe, może być piękne. I na pewno lepsze niż dzieciństwo przed komputerem...





Also tagged with one or more of these keywords: konkurs

0 Użytkowników czyta ten temat

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych użytkowników